Żeby wybrać się na dokończenie pleneru z Agnieszką i Marcinem, kilka razy zmienialiśmy dni i godziny, lokacje. W końcu ustaliliśmy pewnik: niedziela, Sierpc oraz ustalona na początku wiślana plaża.
Jechaliśmy do skansenu z duszą na ramieniu, bo wbrew zapowiedziom synoptyków pogoda pozostawiała wiele do życzenia. W drodze przednią szybę auta kilka razy rosił deszcz, jednak żelazny optymizm Marcina utwierdzał w nas wiarę w pozytywne warunki pogodowe. Przy pojawieniu się coraz to nowych kropelek kapuśniaczku powtarzał wciąż – wszystko będzie OK, deszcz pada wszędzie, tylko nie w Sierpcu! I wiecie co, chyba podziałało, bo gdy dojechaliśmy i zaczęliśmy zdjęcia, po kilkunastu minutach burego nieba z wolna zza chmur zaczęło przezierać słońce, by w końcu w pełni porazić nasze oczy swoimi promieniami! W znakomitych humorach dokończyliśmy zdjęcia przy chałupach i przemieściliśmy się błyskawicznie z powrotem do Płocka, by skorzystać z ostatnich tego dnia pomarańczowych promieni na piasku.



Udało nam się trafić idealnie w barwy jesieni.
Państwo młodzi rozglądali się za odpowiednim domem… ocho, tu jest jakiś!
Hmmm, nawet pasuje. Całkiem przytulny!
Sąsiedztwo i okolica też sympatyczne…
Tylko okoliczne psy obronne jakieś dziwne… Niespotykana, zdziczała rasa! I do tego strasznie żarłoczna!
Zima nam niestraszna, zapasy są; półki uginają się od przetworów, dżemów i konfitur. Przeżyjemy jakoś, matka…
Ogólnie mówiąc, strasznie nas to kręci!

Tak…
Wszyscy bardzo się ucieszyliśmy, że udało się dotrzeć na plażę i złapać ostatnie przed zachodem promienie słońca…

Tak kochani, od teraz jesteście zawsze razem – gdzie jedno, tam i drugie! Życzymy Wam wszystkiego dobrego!
