Regularne pisanie na blogu nie za bardzo nam wychodzi. Tydzień – to stanowczo za długa przerwa pomiędzy wpisami! Czujemy się jednak usprawiedliwieni nawałem zajęć, których efektem chcielibyśmy się z Wami podzielić. To zaledwie początek…
Posts Tagged ‘bednarczukowie’
Pokój w hotelu…
Marzec 13, 2011Przerwa techniczna
Marzec 6, 2011W piątek około południa dostaję telefon od Oli: „Bartek, czy u ciebie działa nasza strona?”. Sprawdzam. Nie działa. Po prostu – błąd 404, czyli „nie ma takiej strony”. Poczta, kokpit wordpress – nic. Sprawdzam szybko mail „administracyjny”. Oho! Jest informacja z firmy hostingowej, padł serwer
Wg informacji awaria była poważna, naprawa miała potrwać do późnych godzin wieczornych.
Wraz z upływem czasu wzmagają się we mnie wątpliwości, czy uda im się przywrócić kopie zapasowe www. W przypadku niepowodzenia odtworzenie bloga byłoby długie i uciążliwe… Ok. pierwszej w nocy www wciąż nie działa, brak odpowiedzi z pomocy technicznej. Uruchomiona została poczta, więc przynajmniej wiadomo, że serwer zaczął oddychać.
Spałem niespokojnie i w sobotę obudziłem się z bólem głowy, ogólna nerwowość wzmogła się, kiedy sprawdziłem internet – strona wciąż nie działa! Co prawda „od kuchni” w panelu administracyjnym niby wszystko jest na swoim miejscu, więc backup się teoretycznie powiódł… Solidna porcja yerba mate trochę poprawia nastrój.
Około szesnastej zadzwonił kumpel, wspominając przy okazji, że „strona ci chyba padła, ale już jest spoko?”. Miód na mojej serce! Sprawdziłem na szybko w telefonie – tak! ładuje się! Kamień z serca… Co prawda małej poprawki wymagały dwa ostatnie posty, ale poza tym – wszystko hula
Niby nic, ale te półtorej doby braku naszej wizytówki w sieci kosztowały mnie sporo nerwów… Oby takie sytuacje zdarzały się jak najrzadziej.
Ponieważ wpis bez fotografii to wpis stracony, poniżej kilka zdjęć z pleneru, na który wyskoczyliśmy w ubiegłym tygodniu.
Niedzielnie…
Luty 27, 2011Ostatnimi czasy poczyniliśmy pewne inwestycje sprzętowe
Póki co, próbujemy ogarnąć sprzęt i jego obsługę, ćwicząc głównie na martwej naturze i naszym kocie
Dzieci też są wdzięcznym tematem dla portretu i reportażu.


(na zdjęciu powyżej głodny „mistrz drugiego planu”, zabrakło owsa
)
Podsumowując, można powiedzieć jedno – po latach korzystania z olympusów i byciu w pobliżu perfekcji w klawiszologii, przesiadka na canona jest bolesna, a nauka długotrwała. Mało tego, mam wrażenie, że światłomierz też działa inaczej i trzeba inaczej myśleć o ekspozycji, by zdjęcie nie wyszło prześwietlone czy zacienione. Na szczęście dwa razy większa powierzchnia matrycy i duuużo więcej megapikseli dają pewien margines błędu, którego nie sposób nie docenić…
Z innej beczki, po gwałtownym i burzliwym rozkwicie hiacyntów na parapecie naszej kuchni, który skończył się równie szybko, jak się zaczął, przyszła kolej na żółciutkie i zieloniutkie tulipany i żonkile. Cóż, musimy sobie jakoś poprawiać humor w (nieskończonym) oczekiwaniu na wiosnę!
Pisząc o poprawianiu humoru… niedzielne espresso i lenistwo to jest to…
W przerwach między relaksowaniem się, sięgamy po lekturę. Sęk w tym, że ciężko zdecydować się, po którą
Wszystko jest ważne i pasjonujące, a wolnego czasu tak mało… Bartek: jak zwykle zagłębiam się w technikaliach, których sporo w książce Brzozowskiego, na pierwszym planie. Polecam, nie tylko dla amatorów aktu. To świetny podręcznik dla fotografów studyjnych!. Natomiast Ola studiuje kwestie marketingowe i inne aspekty pracy fotografa u DuChemina.
Tymczasem powoli, lecz nie ubłaganie zbliża się odwieczny dylemat – co na obiad!?
Pozdrawiamy i życzymy smacznego, udanej niedzieli!








