Na relaks… Bednarczukowie polecają! Na relaks… Bednarczukowie polecają! » Bednarczukowie Blog

Bednarczukowie Blog » Fotografia ślubna reportaż plener reklamowa lifestyle food photography

Na relaks… Bednarczukowie polecają!

Wyglądaliście przez ostatnie dni przez okno? Ba, na pewno tak (chyba, że mieszkacie w bunkrze atomowym 100 metrów pod ziemią)! Większość z Was pewnie musiała wyjść na zewnątrz i zmoknąć, zmarznąć, pobrudzić pośniegową brudną breją…

Każdemu z nas należy się odrobina luksusu 🙂 by uciec jak najdalej od takich niewygód, zapomnieć, otulić ciało i umysł w cieplutką kołderkę i przenieść się daleko stąd…

Na relaks polecamy: dobrą kawę, coś słodkiego i rozgrzewającego, film lub muzykę. A tym z Was, którzy opiekują się maluchami i nie mają za wiele czasu na wcześniej wymienione przyjemności – książkę dla obydwojga z Was.

IMG_2585

Zacznijmy od muzyki. Pasjami obydwoje z Olą słuchamy Trójki. Nie zliczę płyt, które dzięki zasłyszanym utworom i rekomendacjom wpadły w moje ręce. Tak samo było i tym razem; podczas jazdy autem usłyszałem przepiękny utwór grany w audycji Marka Niedźwieckiego. Za chwilę dowiedziałem się z wywiadu przeprowadzanego przez redaktora, że jest to jeden z utworów, które znajdują się na nowowydanej płycie, nagranej przez skład polskich muzyków, nie tworzących zespołu, którzy postanowili po prostu zrobić coś razem ku wspólnej idei – zatrzymania czasu przy muzyce. I taki jest też tytuł płyty – „Stop the time”, autorstwa Deer Project. Kilka dni wahałem się nad kupnem, po czym zauważyłem, że nakład zniknął ze wszystkich większych sklepów internetowych 🙂 Na szczęście zdecydowałem się na czas i udało mi się znaleźć płytę… O samej muzyce mogę powiedzieć tyle, że jest to – ogólnie mówiąc – jazz. W tej muzyce każdy miłośnik jazzu (ale jestem przekonany, że nie tylko!) znajdzie to, co mu najbardziej odpowiada: saks, trąbkę, organy Hammonda, gitarę elektryczną, pianino czy sekcję rytmiczną. Składniki tej mikstury są idealnie zbilansowane i wzajemnie się przenikają. Electric jazz, smooth jazz, elementy bossa novy… Wszystko to w jednym celu – by zatrzymać czas i kontemplować chwilę, oddać się jej i pozwolić myślom płynąć leniwie… Nie bez kozery nadruk na CD przedstawia kalendarz Majów, interpretuję tą grafikę jako wariację autorów na temat końca czasu, który miał skończyć się (a może właśnie zatrzymać?) o określonej porze. Warto jeszcze w tym miejscu wspomnieć o szacie graficznej etui. Powiem tyle – tak pięknych wydawnictw muzycznych już się (niestety) nie produkuje… Bardzo polecamy!

IMG_2577

Druga propozycja to francuski film „Kobiety z szóstego piętra”. Wydawca pisze, że jest to komedia. Owszem, są tam elementy komediowe, ale bardziej skłaniałbym się ku filmowi o życiu. Uff, melodramat? skrzywią się niektórzy. A niepotrzebnie! Bardzo przyjemnie się ów dziejący się w latach 60-tych ubiegłego wieku film ogląda. Jest prawdziwy, bo opowiada o prawdziwych (a nie sztucznych, przestylizowanych, wyolbrzymionych, czy groteskowych) emocjach, odczuciach i prozie życia… Nie chciałbym zbyt wiele zdradzać, zresztą tony recenzji znajdziecie w internecie. Chcieliśmy tylko zaznaczyć, że film dostał bednarczukowy znak jakości 😀

mamoko

A teraz coś dla naszych milusińskich. I dla Was też, drodzy rodzice! Książeczki wydawnictwa Dwie Siostry z serii Mam Oko. Jakiej byście nie wzięli do rąk: czy „MamOko na liczby”, czy „MamOko na litery”, czy też „Miasteczko Mamoko”, nie będziecie się nudzić. Czemu? To nie są książeczki do czytania! Przy każdej z nich wymagany jest wysiłek umysłowy i kreatywność (czasem całkiem spore!). Np. przy literach – musicie na każdej stronie znaleźć wymaganą ilość przedmiotów i postaci, których nazwy zaczynają się na określoną literę alfabetu. A na każdej karcie są dziesiątki takich postaci! Mało tego, jeśli znudzi Wam się nazywanie ich po polsku, możecie przejść na inny język, bo książeczka i na to jest przygotowana! Przyłapaliśmy się z Olą, że wpatrujemy się w stronę i wyszukujemy postaci przez kwadrans, a byliśmy dopiero w połowie! Inny przykład, to „Miasteczko MamOko”. Już nie możemy się doczekać, kiedy razem z Mają będziemy śledzić i wymyślać najróżniejsze perypetie bohaterów, rysowanych na dużych kartach książki – Ernesta Nakrapianego, Otylii Sadełko, rodzinki Hyców i innych 🙂 Opowieści mogą być za każdym razem inne, Waszą granicą jest wyobraźnia! Rodzic główkuje i nie jest skazany na usypiające monotonnością zabawy i powtarzanie rymowanek, a dziecko uczy się nowych słówek. Jak dla nas – super!

Nie samą strawą duchową człowiek żyje. Na zagryzkę 😉 proponujemy proste w przygotowaniu, a zarazem pyszne muffinki z białą czekoladą i bananami. Pozwolę sobie przytoczyć przepis na te łakocie za Elizą Mórawską z jej książki „słodkie”.

  • 300 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 120 g cukru
  • 100 g białej czekolady startej na tarce
  • 2 jajka
  • 280 g kefiru
  • 120 g masła stopionego

Podgrzewamy piekarnik do 190 stopni C, przygotowujemy formę do muffinek (posiadającej 12 dołków), którą wypełniamy papierowymi papilotkami.

Przygotowanie karmelu

Na średniej wielkości patelni rozpuszczamy masło, dodajemy cukier i cały czas mieszając, doprowadzamy do powstania karmelu (powinien być złotobrązowy). Dodajemy banany, delikatnie polewamy karmelem i smażymy minutę. Następnie zdejmujemy z ognia.

Przygotowanie muffinów

W misce łączymy mąkę, proszek, cukier i czekoladę, a w drugim naczyniu mieszamy jajka z kefirem i masłem. Zawartości obu misek łączymy i mieszamy łyżką.

Formę do muffinów wypełniamy papierowymi papilotkami, do każdej wkładamy 2 łyżeczki masy oraz następnie kawałek banana z karmelem. Resztę dołka wypełniamy masą, na wierzch bananów i posypujemy cukrem.

Wstawiamy formę do piekarnika i pieczemy 25-30 minut – tyle, ile trzeba, by muffiny stały się złociste. Wyciągamy, czekamy aż ostygnie i – pałaszujemy! 🙂 Bądźcie cierpliwi i uważajcie, by nie poparzyć podniebienia 🙂

muffiny

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*

F a c e b o o k
T w i t t e r
P o d g l ą d a m y
hello