Uff, udało się!
Zapowiadany materiał z wesela Karoliny i Artura w końcu może ujrzeć światło dzienne. Ciężko było wybrać zdjęcia, a to dlatego, że – jak śpiewała orkiestra na weselu – „fajni są młodzi, cholera, fajni są młodzi… fajni są goście, cholera, fajni są goście…”
Wszystko było tak fajne, że z mnóstwa klatek wyłuskać te ulubione nie było łatwo.
Zaczęło się, jakżeby inaczej, od przygotowań. Panna Młoda zniosła „męki” dzielnie i nie protestowała. Wątpię, czy znalazłaby się kobieta, która narzekałaby tego dnia na niedogodności…




Drogie Panie, która z Was nie chciałaby być znów tą najpiękniejszą?

Do sukni ślubnych powinna być dodawana instrukcja obsługi, a osobom pomagającym Pannie Młodej je ubierać winno być udzielane szkolenie. Wszystkim byłoby łatwiej. Takie jest zdanie Bartka.



Ale warto było trochę się pomęczyć – zdecydowanie!

Jeszcze tylko ostatnie szlify…

… i możemy wyruszyć na krótki, przedślubny plener!







Po ceremonii ślubnej – wesele czas zacząć!


Sto lat niech nam żyją Państwo Młodzi! – wznosili toasty goście przy „stole wiejskim”…

Na parkiecie – działo się!

Wybiła północ i do sali wjechał tort weselny, po czym przystąpiono do tradycyjnych oczepin. A wtedy – to dopiero się działo, zobaczcie…!




Nad ranem, ponownie zgodnie z tradycją, nie mogło zabraknąć porwania Karoliny.


Nadchodził świt… Zmęczeni goście powoli rozchodzili się do domów.

Następnego dnia spotkaliśmy się na poprawinach, by porozmawiać i podsumować pełną wrażeń noc. Wreszcie na spokojnie mogliśmy porobić zdjęcia tym „mniej widocznym” uczestnikom wesela.



Za kilka dni ponownie spotkaliśmy się z Karoliną i Arturem, by dokończyć zdjęcia plenerowe, tym razem tylko ich dwoje.






Nie wiem czemu, ale poniższy kadr przypomina mi starą bajkę pt. „O czym szumią wierzby”. Gwoli ścisłości, w Arkadii widziałem jedną wierzbę płaczącą Salix alba.





Kochani, życzymy Wam wszystkiego najlepszego!