Archive for the ‘prywatnie’ Category

Jeden procent

Styczeń 15, 2012

Skończył się rok 2011, można rozliczyć się z fiskusem.

Jeżeli nie macie sprecyzowanego celu, na jaki chcecie przeznaczyć swój 1% podatku, prosimy Was, jak i rok temu, o pomoc Kubie. Jego historię możecie poznać na tej stronie.

Pozwolimy sobie zacytować fragment korespondencji z tatą Kuby:

Z praktyki powiem, bo wypełniając PIT’a nie myśli się o tym za intensywnie, ale ten 1% pozwala takim rodzinom jak nasza i takim szkrabom jak Kubuś utrzymać się na powierzchni z tym całym zamieszaniem rehabilitacyjnym, konsultacji lekarskich i zabiegów. Dzięki takiej możliwości najważniejsze sprawy dla Kuby możemy załatwiać.

I najszczerzej jak można, w imieniu Kubusia, Ani i swoim, prosimy o rozważenie odpisu 1% dla Kubusia.

My także dołączamy się do tego apelu. Prosimy, nie bądźcie obojętni!

Apel_o_pomoc_Jakub_Borkowski_PIT_za_2011

Minął roczek

Styczeń 3, 2012

Ach, cóż to był za rok! Pełen skumulowanego wysiłku, radości, energii, nowych wyzwań i wielu emocji. Nie mamy złudzeń, aby w kilkudziesięciu odsłonach pokazać choć rąbek tego, czego doświadczyliśmy. Ale spróbujemy :)

Niech żyje Nowy Roczek!

Mamy nadzieję, że koniec świata nie nastąpi, byłoby trochę nudno… W każdym razie oczekujemy wielu wrażeń i pokładamy wielkie nadzieje w tym, co ma nadejść… Bądźcie z nami!

Idzie zima…

Grudzień 11, 2011

… ale my nie zapadliśmy jeszcze w sen :) Odpoczywamy po minionych Targach oraz wyjątkowo intensywnej końcówce sezonu. Obiecujemy powrót już niedługo z przedstawieniem zaległych materiałów, a tymczasem powolutku szykujemy się do Świąt…

W wolnej chwili podpatrujemy sikory, które od dłuższego czasu są stałymi gośćmi naszego balkonu. Można je podglądać godzinami, a rozrywka ta nie nudzi się, jak kolejna edycja Tańca z Gwiazdami! ;)

I po Targach…

Listopad 29, 2011

Targi targi i po targach.

Dziękujemy wszystkim przybyłym: klientom, pytającym nas o najdrobniejsze szczegóły i chwalących nas miłymi słowami (mamy nadzieję że choć z częścią z Was zobaczymy się ponownie ;) ), Rodzinie i Przyjaciołom, którzy przyszli nas odwiedzić i wesprzeć (wybaczcie, że czasem nie mogliśmy z Wami pogadać dłużej).

Pozdrawiamy również pozostałych uczestników Targów, dzięki którym nie było nudno, którzy odwiedzali nas, a nawet wspierali dobrym słowem – dzięki! Po Targach zostało nam coś więcej, niż odciski na nogach – wspomnienia i fajny klimat imprezy. Widać, że z roku na rok rozwija się ona coraz bardziej. Czujemy się tam, jak na własnym terytorium :)

Zdjęcie udostępnione dzięki uprzejmości naszego dobrego kolegi po fachu, Roberta Lipowskiego. Też pozdrawiamy, fajnie że wpadłeś! :)

Od kuchni

Październik 14, 2011

Napiszę bez ogródek – Ola nakręca nasz mały biznes :)

Czemu to piszę – często klienci lub znajomi odnoszą fałszywe wrażenie, że nosiciel spodni, czyli ja :) jest osobą kontaktową, ustalającą terminy i ceny. Nic bardziej błędnego! Gdyby nie terminarz w telefonie, zginąłbym i pogubił (albo zaprowadził papierowy kajet…). Wszelkie sprawy wymagające użycia pamięci ustalajcie z Olą :) Chyba, że chcecie, abym pomylił Wasze imię, do czego ostatnimi dniami mam smykałkę (Agnieszka to dla mnie Monika, a Marcina ochrzciłem Łukaszem :) ).

Tym niemniej nie jestem taki do końca bezużyteczny ;) Konserwuję sprzęt i oprogramowanie, analitycznym okiem oceniam wartość danej ekspozycji i lokacji, w której robimy zdjęcia. Czasami dane mi jest podjąć krytyczną, ostateczną decyzję – np. ostatnio, kiedy wracaliśmy z Agnieszką i Krzysztofem z toruńskiego pleneru.

Zaplanowaliśmy, że w drodze powrotnej zatrzymamy się przy polu kukurydzy. Minuty i kilometry mijały, zmęczona para pospała się na tylnych siedzeniach, a słońce nieubłaganie schodziło coraz niżej i niżej. Stwierdziłem, że zostało nam maksymalnie 15 minut dobrego światła. A pola, które mijaliśmy, były, jak na złość, zbyt zielone albo za niskie, marne. W końcu widzę, że na horyzoncie majaczą tyczki w odpowiednim kolorze, podeschłe. Nie zdając się na pytanie, obudziłem towarzystwo dosadnym  „uWAGA!”, zerknąłem w tylne lusterko (pusto) i wcisnąłem hamulec… średnio mocno. I tak minąłem skręt, ale na szczęście warunki były dogodne do wycofania na wstecznym :) W ten oto sposób udało się rzutem na taśmę strzelić kilka zdjęć przy dobrym, zachodzącym słońcu (po kilku minutach schowało się za niby drobne chmurki nad horyzontem, które już nie wypuściły promieni i nie było już tak fajnie do samego zachodu) w fajnej lokacji. Efekty możecie obejrzeć poniżej.

Acha, Ola jest odpowiedzialna również za obróbkę graficzną zdjęć, więc doceńcie jej pracę, zauważając subtelną różnicę między surowymi zrzutami z matrycy aparatów (zdjęcia po lewej), a efektem końcowym (zdjęcia po prawej stronie).