Sobotnie popołudnie spędziliśmy wraz z Martą i Maćkiem. Od pleneru do pleneru – wyszedł nam niezły kalejdoskop miejsc i barw. Co więcej, dało się zauważyć dar Marty do przyciągania wszelkiej maści i rozmiarów psów (poniżej stęskniony pieszczot beagle spod Katedry, który przyleciał na swoich krótkich, szczenięcych nóżkach nie wiadomo skąd i za wszelką cenę postanowił zamanifestować swoją obecność na kadrze
). Brakowało tylko gołąbków siadających na ramieniu, wiewiórek i sarenek kręcących się w pobliżu, a zaczęlibyśmy podejrzewać, że Marta jest kolejną inkarnacją Królewny Śnieżki
Więcej zdjęć wkrótce!



